— Czy to jest życie? Myślisz, że tak się prowadzi dom? Spójrz, w jakim stanie żyjesz!
Czułam, jak coś we mnie wrze. Nie ze zmęczenia. Nie z kaca. Ale od lat, które piłam.
— Florico, dziś pierwszy dzień roku — powiedziałam powoli. Mieliśmy gości. Czuliśmy się dobrze. Damy radę.
— Dam radę, dam radę… — prychnęła. Same obietnice.
Ciocia Mariana skinęła głową z aprobatą, jak sędzia.
Wtedy stało się coś dziwnego. Nie czułam już strachu. Ani wstydu.
Tylko spokój.
— Florico — powiedziałam, patrząc jej prosto w oczy. To mój dom. Moje i Mihaia. A w tym domu, 1 stycznia, mamy prawo spać. Mamy prawo jeść sałatkę z wołowiny z brudnych talerzy. Mamy prawo brudzić.
Została z otwartymi ustami.
— Jak cię na to stać? — wyszeptała.