Rezydencja była pogrążona w niemal uroczystej ciszy, zwodniczym spokoju, który zdawał się unosić między korytarzami ozdobionymi wypolerowanym marmurem i portretami odziedziczonymi po minionych pokoleniach.
Ciepłe światło zachodu słońca przesączało się przez wysokie okna, zalewając wszystko złotą poświatą, która kontrastowała z emocjonalnym ciężarem przygniatającym pierś Diego.
