Właściciel wszedł w przebraniu i nikt go nie zauważył

W sali zapadła cisza.

— Nazywam się Iulian Mureșan. Jestem właścicielem tej restauracji.

W sali rozległ się szmer.

Gheorghe zbladł.

— I od tej chwili pan Gheorghe nie jest już tu zatrudniony.

Całkowita cisza.

— Mamy niezbite dowody kradzieży, nadużyć i zastraszania. Skarga została już złożona.

Dwóch policjantów, dyskretnie wezwanych dziesięć minut wcześniej, weszło do restauracji.

Gheorghe próbował protestować. Ale było już za późno.

Andreea obserwowała tę scenę szeroko otwartymi, wilgotnymi oczami.

Iulian zwrócił się do pracowników.

— Od jutra wszystkie zaległe pensje będą wypłacane w całości. Żadnych wymyślonych kar. Bez strachu. Kto chce zostać, zostaje. Kto chce odejść, odchodzi z rekomendacją i dzienną pensją.

Andreea zaczęła płakać.

Nie ze strachu.