— U Maszeńki są urodziny! — zaśpiewał słodki głos teściowej.
Oto na prezentacji nowego samochodu — rzecz jasna na kredyt, ale o tym szwagierka wolała milczeć.
A oto zdjęcie z zeszłorocznych urodzin — zastawione stoły, góra prezentów, zadowolona solenizantka w centrum uwagi.
„Ciekawe” — pomyślała Raisa.
„Czy Masha pamięta chociaż jedne moje urodziny?
Albo urodziny Germana?”
Odpowiedź była oczywista.
Przez pięć lat małżeństwa szwagierka ani razu nie złożyła im życzeń, nawet kartką.
Za to regularnie pożyczała pieniądze „do wypłaty”, a potem z powodzeniem zapominała je oddać.
A Walentina Pietrowna zawsze znajdowała na to usprawiedliwienie: „Maszeńce jest ciężko, ma tyle wydatków!”
Telefon zawibrował — wiadomość od Maszy Bykowej:
„Cześć!
Przypominam o sobocie!
Czekam na wszystkich o siódmej wieczorem, adres wyślę później”.
Raisa uśmiechnęła się pod nosem.
Masza Bykowa była jej przyjaciółką z uniwersytetu, z którą znały się już ponad dziesięć lat.
I ona naprawdę miała urodziny w sobotę.
Co za zbieg okoliczności!
Raisa wybrała numer przyjaciółki:
— Maszul, cześć!
— Słuchaj, mam do ciebie nietypową prośbę…