— U Maszeńki są urodziny! — zaśpiewał słodki głos teściowej.

— Mamo, a może Masha sama zorganizuje swoje przyjęcie?

— To przecież dorosła kobieta…

— Jakie GŁUPOTY gadasz! — oburzyła się Walentina Pietrowna.

— Maszeńka nie ma na to czasu, ona pracuje!

— Ma odpowiedzialne stanowisko w banku!

— Ja też mam odpowiedzialne stanowisko… — mruknął German pod nosem, ale matka go nie słuchała.

— Raisa jest mądra, wszystko zrobi jak trzeba.

— Prawda, kochanieńka? — teściowa obdarzyła synową sztucznym uśmiechem.

— Do szóstej ma być wszystko gotowe.

— Goście przyjdą o siódmej.

Raisa w milczeniu skinęła głową, nadal studiując listę.

Walentina Pietrowna uśmiechnęła się zadowolona i ruszyła do wyjścia.

— I nie zapomnij o winie!

— Dobrym, francuskim.

— Maszeńka lubi białe półsłodkie.

Drzwi zatrzasnęły się.

German i Raisa spojrzeli na siebie.

— Raju, przepraszam… — zaczął mąż.

— NIE TRZEBA, — Raisa uniosła rękę.

— Wszystko rozumiem.