— U Maszeńki są urodziny! — zaśpiewał słodki głos teściowej.
— Postaraj się i zastaw bogaty stół dla mojej córeczki.
Raisa znieruchomiała z widelcem w ręku.
German zakrztusił się łykiem soku.
— Mamo, ale to przecież w sobotę, prawda? — zapytał ostrożnie, wycierając usta serwetką.
— Oczywiście, w sobotę!
— Moja dziewczynka kończy trzydzieści pięć lat, to w końcu jubileusz! — Walentina Pietrowna weszła do kuchni i krytycznym okiem obejrzała otoczenie.
— Raisa, kochanieńka, przygotowałam listę dań.
— I wszystkich gości już zaprosiłam.
Wyjęła z torebki kartkę zapisaną drobnym pismem i położyła ją na stole przed synową.
— Sałatka „Cezar”, oliwier, śledź pod pierzynką, danie na ciepło — kaczka z jabłkami, ziemniaki po wiejsku, warzywa z grilla… — Raisa przebiegła wzrokiem po liście.
— A to na ile osób?
— Zbierzemy się w jakieś dwadzieścia pięć osób.
— Koleżanki Maszeńki, nasi krewni.
— Aha, i tort zamówisz w cukierni na Sadovoj, trzypiętrowy, z marcepanowymi różami.
German odchrząknął: