To nie jest hotel „all inclusive”! — wybuchłam, kiedy teściowa bez pyt

— Daj spokój, Marino, — teściowa odwróciła się do synowej. — Rodzina ma sobie pomagać. Czy ty jesteś przeciw?

W tej chwili otworzyły się drzwi wejściowe — wrócił Dmitrij. Mąż pracował jako inżynier w zakładzie, zwykle przychodził o siódmej. Teraz było za kwadrans ósma.

— O, mamo, — Dmitrij przytulił Galinę Siergiejewnę i pocałował ją w policzek. — Nie wiedziałem, że przyjdziesz.

— Dimulku, przyszłam z Tolą i Walcią, — wyjaśniła matka. — Są z Tweru, trzeba ich gdzieś ulokować na kilka dni.

— A, no jasne, — kiwnął głową mąż. — A gdzie Tola?

— Urządza się w salonie, — uśmiechnęła się Galina Siergiejewna. — Idź, przywitaj się z bratem.

Dmitrij poszedł do salonu. Marina została w korytarzu z teściową, czując, jak w środku wszystko w niej się gotuje.

— Dima nawet nie zapytał mnie o zdanie, — powiedziała cicho Marina.

— A po co miał pytać, — zdziwiła się Galina Siergiejewna. — To przecież jego brat. Rodzina jest najważniejsza, Marino.

Marina nie odpowiedziała i poszła do kuchni. Trzeba było zrobić kolację — syn, Jegor, siedem lat, był głodny po szkole i treningu piłkarskim. I ona sama nie jadła od obiadu.