To nie jest hotel „all inclusive”! — wybuchłam, kiedy teściowa bez pyt
Wyjęła z lodówki produkty i zaczęła kroić warzywa na sałatkę. Ręce poruszały się automatycznie, a w głowie wirowały myśli. Jak to możliwe, że teściowa rozporządza mieszkaniem? Dlaczego Dmitrij od razu się zgodził, nie konsultując tego z żoną?
Przez ostatnie dwa lata sytuacja zmieniała się stopniowo. Galina Siergiejewna przyjeżdżała coraz częściej, zostawała coraz dłużej. Kiedyś uprzedzała, pytała, czy to pasuje. Teraz po prostu dzwoniła i wchodziła jak do siebie.
Dmitrij nie protestował. Co więcej — zaczął we wszystkim popierać matkę. Gdy Marina wyrażała niezadowolenie, mąż mówił, żeby nie przesadzała, że mama chce dobrze.
— Marino, robisz kolację? — do kuchni zajrzała Galina Siergiejewna.
— Tak, zrobię sałatkę i podgrzeję zupę, — odpowiedziała Marina, nie odwracając się.
— Zupę? — teściowa skrzywiła się. — Na kolację zupa? Nie, to się nie godzi. Zrób coś porządnego — kotlety z purée, na przykład. Albo pieczeń. W domu są goście.
Marina zastygła z nożem w dłoni. Powoli odwróciła się do teściowej:
— Galino Siergiejewno, ja dopiero wróciłam z pracy. Jestem zmęczona. Planowałam lekką kolację.
— No to się postaraj, — teściowa wzruszyła ramionami. — Nie można zostawić gości głodnych. To niegrzeczne.
— Goście zwykle uprzedzają o przyjeździe, — nie wytrzymała Marina. — Żeby gospodarze mogli się przygotować.