Dzwonek do drzwi zaskoczył Marinę. Kobieta dopiero co przekroczyła próg, zrzuciła buty, postawiła torebkę na szafce i poszła do łazienki. Dzień w pracy był piekielny — trzy spotkania jedno po drugim, konflikt z dostawcą, stos raportów. Głowa pękała; marzyła tylko o tym, żeby dotrzeć do kanapy i zamknąć oczy.
Ale dzwonek rozlegał się natarczywie — dwa krótkie, jeden długi. Marina natychmiast rozpoznała sposób Galiny Siergiejewny. Teściowa zawsze dzwoniła właśnie tak, jakby ogłaszała swoje przybycie.