To nie jest hotel „all inclusive”! — wybuchłam, kiedy teściowa bez pyt

— Już idę, — westchnęła, ruszając do drzwi.

Otworzyła — na progu stała Galina Siergiejewna w towarzystwie dwóch osób. Brat męża, Anatolij, mężczyzna około czterdziestu pięciu lat, z zakolami i piwnym brzuchem. I ciotka Walentyna, siostra teściowej, tęga kobieta w kolorowej sukience.

— Dobry wieczór, Marino, — teściowa weszła do przedpokoju pierwsza, nawet nie czekając na zaproszenie. — Przywiozłam krewnych. Anatolij przyjechał z Tweru w sprawach, a Walcia z nim dla towarzystwa. Pomyślałam, po co mają się włóczyć po hotelach, skoro macie duże mieszkanie.

Marina stała w drzwiach, mrugając z zaskoczenia. Anatolij i Walentyna wtaszczyli do przedpokoju torby i pakunki. Zdejmowali buty, wieszali kurtki na haczykach.