To nie jest hotel „all inclusive”! — wybuchłam, kiedy teściowa bez pyt
— Galino Siergiejewno, dobry wieczór, — powiedziała Marina powoli. — A nie przyszło wam do głowy, żeby uprzedzić?
— A co tu uprzedzać, — machnęła ręką teściowa. — Przecież to rodzina. Anatolij to rodzony brat twojego Dimy, a Walcia to moja siostra. To niby obcy ludzie?
— Nie obcy, ale… — zaczęła Marina, lecz teściowa już ruszyła w głąb mieszkania.
— Walciu, pójdziesz do pokoju dziecięcego, tam jest wygodne łóżko, — rozporządzała Galina Siergiejewna. — Anatolij rozłoży się w salonie na kanapie. Marino, gdzie jest pościel? Trzeba wszystko pościelić świeżutkie.
Marina stała, czując, jak narasta w niej głucha irytacja. Pokój dziecięcy to pokój córki, Daszy, dziesięciolatki, gdzie zwykle odrabiała lekcje i bawiła się. Salon — wspólna przestrzeń dla całej rodziny. A teraz teściowa rządzi mieszkaniem, jakby było jej własne.
— Galino Siergiejewno, chwileczkę, — Marina dogoniła teściową w korytarzu. — Nie mogła pani najpierw zapytać? Dasza jutro ma sprawdzian, musi się przygotować.
— Oj, wielki problem, — machnęła ręką teściowa. — Przygotuje się w kuchni albo w waszej z Dimą sypialni. Walcia jest tylko na trzy dni, wytrzymacie.