To nie jest hotel „all inclusive”! — wybuchłam, kiedy teściowa bez pyt

— Na trzy dni? — powtórzyła Marina, czując, jak zaciskają jej się pięści.

— No, może na cztery, — Galina Siergiejewna otworzyła drzwi do pokoju dziecięcego. — Walciu, wchodź, rozgość się. Marino zaraz przyniesie pościel.

Ciotka Walentyna weszła do pokoju i rozejrzała się. Dasza siedziała przy biurku z podręcznikami; podniosła głowę, gdy do środka weszła nieproszona gościni.

— Mamo, a to kto? — zapytała dziewczynka.

— To ciocia Walcia, ciocia taty, — wyjaśniła Marina, starając się zachować spokój. — Dasza, możesz na razie pouczyć się w naszym pokoju?

— Ale ja mam tu wszystkie książki, — powiedziała Dasza bezradnie.

— Weź je ze sobą, — poprosiła matka.

Dziewczynka w milczeniu zebrała książki i zeszyty i wyszła z pokoju. Marina spojrzała na ciotkę Walentynę, która już rozkładała swoje rzeczy na łóżku córki.

— Galino Siergiejewno, naprawdę trzeba było to omówić wcześniej, — powiedziała cicho Marina, wychodząc z pokoju.