To nie jest hotel „all inclusive”! — wybuchłam, kiedy teściowa bez pyt
— Daj spokój z tym uprzedzaniem, — teściowa zmarszczyła czoło. — Znowu to samo. Rodzina nie powinna robić ceregieli.
— Ale to jest moje mieszkanie, — powiedziała cicho Marina. — Moja prywatna przestrzeń.
— Twoje? — teściowa uniosła brwi. — A Dima to kto? Nie mieszka tu? To znaczy, że to i jego mieszkanie. A skoro jego, to ja mam prawo przychodzić, kiedy chcę.
Marina ścisnęła nóż tak mocno, że pobielały jej knykcie. Oddychało się coraz ciężej — w klatce piersiowej narastała tępa wściekłość.
— To będziesz gotować, czy mam wszystko robić sama? — zapytała niecierpliwie Galina Siergiejewna.
— Zrobię to, co planowałam, — syknęła Marina przez zęby. — Sałatkę i zupę. Komu nie pasuje — może zamówić dostawę.
Teściowa otworzyła usta, żeby zaprotestować, ale do kuchni wszedł Dmitrij.
— Mamo, Tola cię woła, — powiedział.
Galina Siergiejewna wyszła z kuchni.
Dmitrij zatrzymał się, spojrzał na żonę: