„To naszyjnik mojej zmarłej żony!” – krzyknął magnat, ale odpowiedź sp

— Pięćdziesiąt — powiedział, kładąc czek na stole. — Za strach i upokorzenie. Teraz… współpracuj.

Ivet sprawdziła sumę szeroko otwartymi oczami, schowała czek do kieszeni i pozwoliła pobrać materiał. Sebastián zrobił to samo.

— Ile czasu? — spytał.

— Jeśli obudzę laboratorium i dopłacisz… cztery godziny.

— Zrób to.

Kiedy doktor wyszedł, Ivet ruszyła do drzwi, ale Sebastián stanął jej na drodze.

— Nigdzie nie idziesz.

— To jest bezprawie!

— Nazywaj to, jak chcesz — odpowiedział chłodno. — Do wyników jesteś moim gościem.

Ivet spojrzała na niego z wilgotną złością.

— Czyli więźniem.