„To naszyjnik mojej zmarłej żony!” – krzyknął magnat, ale odpowiedź sp

— Usiądź.

Ivet została przy ścianie.

— Mówił pan o rozmowie. Chcę swoje pieniądze i wyjść.

Sebastián poluzował krawat, jakby go dusił.

— Dostaniesz, gdy lekarz skończy. A ty mi opowiesz wszystko. Co wiesz o tym, gdzie cię znaleziono? Kto cię zostawił?

— Nie wiem… byłam niemowlęciem.

— Co mówiono w sierocińcu — naciskał, pochylając się. — Nikt nie bierze się znikąd.

Ivet zacisnęła usta. Nienawidziła tych wspomnień i łatki „porzucona”. Ale strach pchnął ją do szczerości.

— Siostra Maura mówiła, że to było nad ranem… lało jak z cebra. Ktoś zadzwonił dzwonkiem w schronisku. Otworzyła i nikogo nie było. Tylko kosz z dzieckiem… owiniętym w starą skórzaną kurtkę. Brudną. Pachniała dymem i smarem.

Sebastián ujął ją za ramiona.