„To naszyjnik mojej zmarłej żony!” – krzyknął magnat, ale odpowiedź sp

— Nie znam dokładnej daty. Powiedziano mi, że znaleziono mnie dwunastego grudnia.

Sebastián zbladł. Dwunasty grudnia — tego dnia doszło do wypadku. Tego dnia pochował Evelinę… i dziecko, o którym zapewniano go, że nie przeżyło.

— Jedziesz ze mną — powiedział nagle, chwytając ją za łokieć. Nie było już w nim furii, tylko pilność, niemal desperacja.

— Nie! — wyrwała się. — Proszę oddać mój medalik i mnie puścić!

Sebastián wyjął portfel i rzucił plik banknotów na najbliższy stolik, nawet ich nie licząc.

— Zapłacę. Dziesięć tysięcy za dziesięć minut rozmowy. Dwadzieścia, jeśli jedziesz teraz.

Restauracja znów ucichła. Wszyscy patrzyli, jakby obserwowali proces, w którym stawką jest czyjeś życie.

Ivet spojrzała na pieniądze, potem na niego — na człowieka, o którym mówiło się, że potrafi kupić wszystko.

— Trzydzieści tysięcy — powiedziała w końcu, a serce dudniło jej w uszach. — I odda mi pan medalik, kiedy skończymy.

Sebastián skinął.

— Umowa.

Zażądał prywatnego pokoju, zamknął drzwi i zadzwonił drżącymi palcami.

— Doktorze Rivas… tu Cruz. Proszę przyjechać natychmiast do Skyline. Potrzebuję pilnego testu DNA. Tak, pilnego. To… sprawa życia i śmierci.

Gdy się rozłączył, wskazał na czarną kanapę.