„To naszyjnik mojej zmarłej żony!” – krzyknął magnat, ale odpowiedź sp
— Niech mi pan pozwoli zadzwonić do sierocińca. Do siostry Maury. Ona to pamięta.
Sebastián zawahał się, po czym podał jej telefon.
— Na głośniku.
Ivet wybrała numer drżącymi palcami. Po kilku sygnałach odezwał się starszy głos.
— Dom Świętej Marii, siostra Maura.
— To ja… Ivet — powiedziała cicho. — Proszę opowiedzieć, jak mnie znaleziono. Proszę… to ważne.
Zapadła pauza.
— Była burza… straszna noc — zaczęła Maura. — Dwunasty grudnia. Zadzwonił dzwonek. Otworzyłam… nikogo nie było. Tylko kosz z dzieckiem, owiniętym w ogromną skórzaną kurtkę.
— Widziała pani tego człowieka? — wszedł jej w słowo Sebastián.
— Kto mówi?
— Proszę odpowiedzieć — nacisnął twardo.
Maura odetchnęła niespokojnie.
— Widziałam cień. Pobiegł do starej furgonetki. Utykał, jakby był ranny. I zanim odjechał, krzyknął…
— Co krzyknął? — zapytał Arturo, po raz pierwszy bez kpin.
— „Wybacz mi, Boże…”