Inni szeptali, że „szalona kobieta ze wzgórza” znalazła swoje miejsce.
Ale Elena, z każdym sprzątanym kątem, czuła coś dziwnego.
Odetchnęła trochę głębiej.
W nocy, gdy wiał wiatr, dom nie wydawał się już groźny. Tylko stary.
Pewnego ranka obudziła się bez tego rozdzierającego serce bólu w piersi.
Leżała nieruchomo, czekając, aż wróci.
Nie wrócił.
Przypisała to lepszemu dniowi. Prezent przed końcem.
Ale dobre dni trwały dalej.
Wyszła na zewnątrz. Posiedzieć w słońcu. Porozmawiać z ziemią w samotności. Wykarczowała mały skrawek ogrodu i wrzuciła tam nasiona cebuli, które dostała od sąsiadki.
Jej ręce drżały mniej.
W ciągu tygodnia schodziła do wioski, nie zatrzymując się co dziesięć kroków.
Nea Vasile otworzył usta ze zdumienia, gdy ją zobaczył.
— Pani Eleno… wygląda pani… inaczej.