Elena się nie przeżegnała.
Nie bała się.
Przesunęła pieniądze bliżej pani Vasile.
— Przynieś dokumenty.
Mężczyzna westchnął raz jeszcze, długo, a potem zebrał banknoty. Przeliczył je, choć doskonale wiedział, ile kosztują.
Godzinę później Elena wspinała się na wzgórze z zardzewiałym kluczem w dłoni.
Każdy krok był wysiłkiem. Spękana ziemia skrzypiała pod jej stopami. Wiał suchy, ostry wiatr.