Skazana przez lekarzy, kupiła dom za 50 zl, aby doczekać swojej śmierci

Kiedy dotarła na szczyt, zobaczyła dom.

Mały. Krzywy. Z dachem pochylonym na jedną stronę i oknami bez szyb. Drzwi wisiały na jednym zawiasie.

To nie był dom.

To był koniec.

Elena pchnęła drzwi. Drewno zaskrzypiało długo, niczym westchnienie.

W środku pachniało kurzem i wilgotną ziemią. W kącie stał stary piec. Złamany stół. Żelazne łóżko bez materaca.

Zamknęła za sobą drzwi.

— Proszę — wyszeptała.

I po raz pierwszy od dawna nie czuła litości. Żadnego wstydu.

Tylko ciszę.

W kolejnych dniach robiła to po trochu. Zamiatała. Wyjmowała odłamki. Dziury zatykała starymi szmatami. Prosiła sąsiadów o zużyty materac i gruby koc.

Ludzie obserwowali ją z dołu, z wioski.

Niektórzy kręcili głowami.