— Proszę, córeczko, zlituj się nade mną, już od trzech dni nie jadłam

Paweł Szatow, właściciel dużej firmy, zaczynał od zera, budując imperium dzięki wytrwałości i inteligencji, bez wsparcia znajomości.

W jego domu, w willi na przedmieściach, mieszkała żona Żanna, dwóch synów, a wkrótce miała się urodzić córka.

Telefon od żony wytrącił go z równowagi.

— Pasha — powiedziała Żanna z niepokojem — zostaliśmy wezwani do szkoły. Artem znowu się pobił.

— Nie dam rady… — westchnął. — Mam ważne negocjacje z dostawcą. Bez kontraktu możemy stracić dużą sumę.

— Ciężko mi samej… Jestem zmęczona, jestem w ciąży… — powiedziała cicho.

— Nie idź — powiedział stanowczo. — Postaram się znaleźć czas. Artem zostanie ukarany, jeśli nie zacznie słuchać.

— Nigdy nie ma cię w domu — zauważyła smutno Żanna. — Przychodzisz, gdy dzieci śpią, wychodzisz, gdy one są jeszcze w łóżkach. Martwię się o ciebie.

— Pracuję dla rodziny — odpowiedział Paweł. — Dla was i naszej małej.

Później, kiedy wrócił do domu, przypomniał sobie staruszkę ze straganu. Twarz, postura, broszka — wspomnienie zapłonęło jasnym światłem.