— Proszę, córeczko, zlituj się nade mną, już od trzech dni nie jadłam
Ledwo wiążę koniec z końcem. Codziennie przychodzą tłumy ludzi, a ja nie mogę nakarmić wszystkich. Nie przeszkadzaj, mam kolejkę.
Na uboczu stał mężczyzna w ciemnym płaszczu, pogrążony w myślach.
Wyglądał jakby był w swoim własnym świecie trosk i decyzji.
Sprzedawczyni natychmiast się zmieniła: przed nią nie stał zwykły klient, lecz ważna osoba.
— Dzień dobry, Pawle Andriejewiczu! — powiedziała radośnie.
— Dzisiaj przywieziono twój ulubiony chleb z orzechami i suszonymi owocami.
Ciastka świeże — z morelą. Wiśniowe są z wczoraj, ale nadal smaczne.
— Dzień dobry — odpowiedział roztargniony.
— Proszę mi dać chleb z orzechami i sześć ciastek… z wiśnią.
— Z morelą? — upewniła się sprzedawczyni z uśmiechem.
— Niech będzie z morelą — mamrotał.
Wyjął portfel, podał dużą banknot, a w tym momencie jego wzrok przypadkiem padł na staruszkę w cieniu straganu.
Jej twarz wydawała mu się znajoma.
Tylko broszka na jej wytartym płaszczu przywołała pamięć — drobny detal przywołał wspomnienia z przeszłości.
Mężczyzna wsiadł do samochodu i pojechał do swojego biura.