— Proszę, córeczko, zlituj się nade mną, już od trzech dni nie jadłam

Nie wiedziała, że punkt działa tylko do południa.

Spóźniła się. Na tę małą szansę, która mogła uratować ją przed głodem, teraz nie było już nadziei.

Kiedyś nawet nie myślała o zbieraniu butelek — była nauczycielką, osobą wykształconą, z dumą w postawie.

Nawet w najtrudniejsze dni jej godność pozostawała nienaruszona.

A teraz stała tu jak żebrak i odczuwała gorzki smak wstydu.

— No dobrze — powiedziała sprzedawczyni, nieco łagodniej — trzeba mniej spać. Jutro przyjdź wcześniej z butelkami — nakarmię cię.

— Córeczko — błagała staruszka — daj mi choć ćwiartkę bochenka… Oddam jutro.

Kręci mi się w głowie… Nie mogę już… Nie mogę wytrzymać tego głodu.

Ale w oczach sprzedawczyni nie było ani krzty współczucia.

— Nie — powiedziała ostro. — Nie zajmuję się dobroczynnością.