Po kłótni mąż zabrał swoje rzeczy i poszedł do teściowej, a po pięciu

— Co?! Co się stało?

— Silna alergia. Niech przyjedzie.

Sasha przyjechał w pół godziny, blady i zdezorientowany.

— Gdzie ona jest? Jak? Co mówią lekarze?

— Na OIOM-ie. Czekamy.

Usiedli na twardych krzesłach w ciszy.

— Z jakiego powodu? — zapytał Sasha.

— Jakiś nowy krem.

— Głupia… Zawsze najpierw sprawdzałaś.

Ira spojrzała na męża. Zestarzał się przez te dni. A może dopiero teraz zauważyła?

— Sasha, a gdybym nie zadzwoniła?

— Jak to, nie zadzwoniłaś?

— Przecież nie rozmawiamy. Odszedłeś.

Sasha przetarł twarz rękami.

— Ira, co to ma wspólnego? Nastyka…

— Ma. Rozstaliśmy się przez barszcz. A córka mogła umrzeć, a ty byś nie wiedział.

Zamilkł.

Lekarz wyszedł po godzinie.

— Rodzice Nastyki?

— My! — oboje podskoczyli.

— Wszystko w porządku. Niebezpieczeństwo minęło. Ale zostawimy ją pod obserwacją na noc.

— Możemy do niej?

— Oczywiście.

Nastyka leżała blada, ale oddychała równomiernie. Zobaczyła rodziców i zapłakała.

— Tato, przyszedłeś!

— Oczywiście, głuptasku.

Sasha usiadł obok, wziął córkę za rękę.

— Przestraszyłaś nas.

— Myślałam, że umrę. I że się nie pogodzimy.

Ira usiadła po drugiej stronie.