Po kłótni mąż zabrał swoje rzeczy i poszedł do teściowej, a po pięciu
— A jego miejscem jest mnie oskarżać o wszystko?
— Mężczyzna ma prawo wymagać porządku w domu!
Ira się roześmiała. Sama była zdziwiona tym śmiechem.
— Tamara Pawłowna, a zapytałaś, dlaczego twój syn odszedł? Z jakiego powodu?
— Z powodu twojego charakteru!
— Z powodu barszczu. Zdaniem jego, za słony.
Zawisła cisza.
— Z powodu barszczu? — powtórzyła teściowa.
— Z powodu barszczu. I dlatego, że po raz pierwszy od trzydziestu lat nie zgodziłam się, że to ja jestem winna.
Tamara Pawłowna milczała.
— Ira, może przestań się wygłupiać? Przyjedź i zabierz męża.
— Nie przyjadę. Niech sam zdecyduje, gdzie chce mieszkać.
— Stracisz go!
— Może.
Czwartego dnia Sasha zadzwonił sam. Jego głos był zmęczony.
— Ira?
— Słucham.
— Jak się masz?
— W porządku. Żyję.
— A Nastyka?
— Też żyje.
Przerwa.
— Może się spotkamy? Porozmawiamy?
— O czym?
— Cóż… trzeba to jakoś rozwiązać.
— Rozwiązuj. Nikt cię nie zatrzymuje.
Kolejna przerwa.
— Jesteś zła?
Ira pomyślała.
— Nie. Nie jestem zła. Po prostu zrozumiałam jedną rzecz.