Po kłótni mąż zabrał swoje rzeczy i poszedł do teściowej, a po pięciu

— Sam! Oczywiście, że sam! — Teściowa prawie krzyczała. — Doprowadziłaś faceta do granic wytrzymałości! Trzydzieści lat znosił twoje kaprysy!

— Moje kaprysy?

— Czyje miałyby być? Zawsze coś ci nie pasuje! To zmęczona, to boli ją głowa!

Ira odłożyła słuchawkę. Nie miało sensu dalej rozmawiać z teściową.

Nazajutrz w szkole koleżanki od razu zauważyły, że coś jest nie tak.

— Ira, wyglądasz dziwnie — powiedziała Lena w przerwie. — Co się stało?

— Sasha odszedł.

— Jak odszedł? Dokąd?

— Do mamy. Pokłóciliśmy się wczoraj.

Lena usiadła obok.

— Poważna kłótnia, czy jak zwykle?