— Po co tu przyjechałaś?! Wynoś się, bo zadzwonię po policję! — wrzasn

— Jestem zmęczony.

Pojedziemy w następny weekend.

— Tam jest jeszcze tyle roboty, nie jestem gotów na wysiłek, bolą mnie plecy.

— Jedź sama, jeśli chcesz.

Ja muszę odpocząć w domu.

Alicja jeździła więc sama.

Lubiła pracować w ciszy, bez cudzych rad i niezadowolonego burczenia.

Dokończyła banię, postawiła nowy płot z blachy trapezowej, zrobiła rabatę przed domem, posadziła róże i piwonie.

Tego dnia miała być w delegacji w Kazaniu.

Lot przełożono na wieczór z powodu problemów technicznych samolotu i Alicja postanowiła nie tracić czasu — pojechała na daczę.

Po silnym wietrze, który przeszedł trzy dni wcześniej, chciała sprawdzić dach, czy nie ma przecieków, a przy okazji zabrać narzędzia zostawione w szopie.

Nie dzwoniła do męża, żeby go uprzedzić.

Po co?

I tak był w pracy do siódmej wieczorem, a ona uwinie się w parę godzin i wróci do miasta na lotnisko.

Alicja skręciła na znajomą gruntówkę i zwolniła przy bramie swojej działki.