— Po co tu przyjechałaś?! Wynoś się, bo zadzwonię po policję! — wrzasn
Alicja widziała, że mu się tam podoba, i to ją cieszyło.
Wydawało się, że mają wspólną sprawę i wspólne plany.
Ale pewnego razu w rozmowie rzucił mimochodem:
— Mama pytała, czy może latem u nas na daczy pomieszkać ze dwa tygodnie.
Mówi, że w mieście upał, duchota, a do lekarzy kolejki na miesiąc do przodu.
Chciałaby odpocząć na świeżym powietrzu.
Alicja się nastroszyła.
Teściowa była kobietą władczą, przyzwyczajoną, że wszystko ma być według jej wskazówek.
Nawet na weselu rządziła, jakby to było jej święto, ustalała, kogo gdzie posadzić, co podać i jaką muzykę puścić.
— Oleg, najpierw zapytaj mnie, a dopiero potem będziemy coś ustalać, — powiedziała ostrożnie Alicja, starając się nie okazać irytacji.
— Przecież właśnie pytam! — zdziwił się, nawet trochę obraził.
— Powiedziałeś, że mama pytała.
A mnie nikt nie zapytał, — Alicja spojrzała mu w oczy.