Oddałaś mieszkanie bratu? To idź mieszkać do niego, nawet na próg cię

Życie potem było szare i płaskie.

Rimma chodziła do pracy, gotowała kolacje, spotykała się ze Swietą.

Ale w środku była pustka.

Czuła, że tamto ostatnie zdanie, rzucone matce, jest teraz wypalone w jej sercu.

Pewnego wieczoru Wadim spóźnił się do domu.

Rimma, sprzątając jego marynarkę, znalazła w kieszeni drugi telefon.

Stary, z klawiszami.

Wiedziała, że grzebanie w cudzych rzeczach to świństwo, ale coś kazało jej go włączyć.

Było tam zaledwie kilka kontaktów.

I dziesiątki wiadomości od jednego nadawcy.

„Swietoczka”…

Rimma otworzyła rozmowę i ziemia usunęła się jej spod nóg.

Wiadomości były jednoznaczne.

Czułe zdrobnienia, plany spotkań, rozmowy o niej, o Rimie.

„…znowu dziś wspominała o matce, cała w nerwach. Będziemy musieli odwołać wieczór, kotku. Trzeba z nią pobyć, poudawać troskliwego męża…”

„…Swietik, dobrze jej wczoraj nagadałaś o matce. Ważne, żeby się nie pogodziły, bo cała ta historia z mieszkaniem może pójść na marne…”

Mieszkanie.

Wiedzieli o mieszkaniu.