Oddałaś mieszkanie bratu? To idź mieszkać do niego, nawet na próg cię
Chciała odrzucić, ale coś kazało jej odebrać.
— Tak?
— Rimma… — głos brata był matowy. — Mamy już nie ma.
W nocy.
Serce.
Świat się zachwiał i odpłynął.
Wszystkie dźwięki znikły.
Została tylko ogłuszająca cisza w uszach i jedno słowo, dudniące w skroniach: „Za późno”.
Na pożegnaniu trzymała się chłodno.
Nie płakała.
Stała jak kamienny posąg, wpatrzona w jeden punkt.
Roman podszedł do niej później.
Jego oczy były czerwone od łez.
— Czekała na twój telefon.
Każdego dnia.
— Nie trzeba, Roma — ucięła. — Nie chcę o tym rozmawiać.
— Musisz.
Prosiła, żebym ci przekazał…
— Niczego od niej nie chcę!
I od ciebie też! — odwróciła się i odeszła, do samochodu, gdzie czekał na nią Wadim.