„No, i ty tu skończysz”: wnuk umieścił swojego dziadka w „specjalnym”

Testament niepodpisany.

Mieszkanie dalej na nazwisko dziadka.

I on zniknął.

Nigdzie.

Następnego dnia napisał do Petiego, zdenerwowany.

„Nie wiem, gdzie się podział.

Zniknął.

Jeśli coś się odbije czkawką, to zabiorą też ciebie.”

Peti odpowiedział krótko:

„Nie mam z tym nic wspólnego.”

Minęły dni.

Żadnych wieści.

Igor zaczął myśleć o zgłoszeniu na policję, ale co miałby powiedzieć?

„Zniknął mój dziadek, którego potajemnie oddałem do nielegalnego domu opieki, jednocześnie usypiając go lekami”?

A potem przyszło pismo.

Ręcznie napisane, podpisane przez Viktora Istvána.

„Igorze, jeśli to czytasz, to już wiesz, że nie jesteś taki mądry, jak myślałeś.

W ostatniej chwili wszystko się wyjaśniło.

Zmieniłeś się.

Nie jesteś tym wnukiem, którego wychowałem.

Nie chcę odchodzić z gniewem, ale nie mogę zostawić ci tego, czego nie potrafisz docenić.

Mój testament jest teraz w innych rękach.

Nie musisz go szukać.

Ja już jestem tam, gdzie wreszcie znalazłem spokój.

A tobie życzę, abyś najpierw nauczył się być człowiekiem.”

Igor drżał.

Na dole listu był stempel pocztowy: Pecz.

Miasto, do którego dziadek uciekł młodo przed wojną.

Następnego dnia wsiadł gwałtownie do pociągu.

Musiał go znaleźć.

Albo przynajmniej mieszkanie, gdzie mogło coś jeszcze być.