Tam mogło coś zostać.
Jakaś wartość.
Ale gdy tam dotarł, było już za późno.
Tam mogło coś zostać.
Jakaś wartość.
Ale gdy tam dotarł, było już za późno.
W dawnym adresie mieszkała już inna osoba.
Sąsiadka, starsza pani, powiedziała tylko:
— Pan?
Kilka dni temu go pochowaliśmy.
Długa była jego droga.
Ale nie był sam.
Przyjechał po niego syn.
Tak, drugi wnuk.
Z Australii.
— Jaki syn?
Jaki wnuk? — warknął Igor.
— No, on tak powiedział.
Że uważał go za prawdziwą rodzinę.
Wyjechali, gdy był jeszcze dzieckiem, ale zawsze pisali do siebie.
I teraz przyjechał po niego.
Igor nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał.
Całe życie postawił na moment, gdy wszystko będzie jego.
A teraz…
Nic nie zostało.