„No, i ty tu skończysz”: wnuk umieścił swojego dziadka w „specjalnym”

Mi chodzi tylko o to, żeby nie cierpiał.

I żebym ja też nie był przez niego dręczony.

— O czym mówisz? — zmarszczył brwi Peti. — O jakimś środku uspokajającym?

— Coś takiego.

Żeby… unosił się trochę.

Nie był dokuczliwy.

Ale nie za mocny.

Żebym nie musiał mieć recepty.

Rozumiesz, prawda?

Peti zamyślił się.

Czuł, że coś tu śmierdzi.

Igor siedział spięty, kłamał, jego wzrok błądził.

— To dość niebezpieczne — powiedział w końcu Peti. — Takich rzeczy nie bierze się ot tak.

I jesteś pewien, że…

— Ach, daj spokój — machnął ręką Igor. — Sam mówiłeś: wszystko zależy od dawki.

Dam mało.