„Nie płacisz urlopu macierzyńskiego mojej matce. Składam pozew o rozwód!”

— Chyba oszalałeś, Marino! — powiedział jeden z nich.

— Może oszalałam — odpowiedziała, nie wdając się w szczegóły.

Około południa telefon zadzwonił ponownie. To była Lidia.

— Marino, rozmawiałam z Sergiu. Co to za bzdura?! Jak możesz nie zapłacić za moje leczenie?! Co powiedzą moi krewni w Piatra Neamț?

Marina wzięła głęboki oddech, ale po raz pierwszy jej głos przestał drżeć.

— Lidia, od teraz każdy płaci, ile może. Ja mam inne priorytety. Ilinca idzie na studia, potrzebuje pieniędzy na mieszkanie, jedzenie, książki. Jeśli chcesz iść do łaźni, idź, ale na własny koszt.

Po drugiej stronie zapadła cisza. Długa, ciężka cisza, ale taka, która już jej nie przerażała.

Wieczorem Sergiu napisał krótką wiadomość:
„Czy możemy porozmawiać?”.

Marina patrzyła na telefon przez kilka sekund, a potem odłożyła go na stół. Nie ze złością, nie ze strachem. Ze świadomością, że po raz pierwszy od dwudziestu lat ma prawo decydować o swoim życiu.