Poszłam prosto do sklepu. Nie drogiego. Zwykłego sklepu, w centrum. Przeszłam między półkami i wybrałam prostą, granatową sukienkę. Przymierzyłam ją i spojrzałam w lustro.
Nie widziałam już zmęczonej kobiety.
Widziałam wolną kobietę.
Zapłaciłam bez drżenia. 420 lei. Pierwszy raz wydałam pieniądze na siebie bez poczucia winy.
Potem zadzwoniłam do taty.
– Tato…
– Tak, dziewczyno?
– Kupiłam sobie coś innego do ubrania.
Zamilkła na chwilę, a potem się roześmiała.