Minęło zaledwie 12 minut odkąd wyszłam z Urzędu Stanu Cywilnego będąc rozwiedzioną

Wstałam wcześnie. Prawie w ogóle nie spałam. Poranek pachniał świeżą limonką i zimnem. Niedokończone ściany zdawały się mnie obserwować.

W banku stałam w kolejce z emerytami i zdenerwowanymi ludźmi. Kiedy podpisałam papier, czułam się, jakbym zamykała nie tylko konto, ale cały rozdział.

W pracy szef wezwał mnie do biura.

– Sytuacja jest skomplikowana… wiesz to też…

Wiedziałam. Wyszłam z małym pudełkiem, w którym znajdował się kubek, pamiętnik i stare zdjęcie drużyny. To było wszystko, co zostało z trzech lat biegania, późnego czuwania i milczenia.

O dziwo, nie zemdlałam.

Wyszłam na ulicę i po raz pierwszy od dawna wzięłam głęboki oddech. Było zimno, ale powietrze było czyste.