Radu pracował teraz pod jej kierownictwem.
Z szacunkiem. W milczeniu.
Pewnego dnia, po spotkaniu, został z nią sam na sam.
„Przepraszam, Marina” — powiedział cicho. „Byłem tchórzem”.
Uśmiechnęła się lekko.
„Wiem”.
„Czy mogłabyś mi kiedyś wybaczyć?”
Zapadła spokojna cisza.
„Wybaczyłam ci dawno temu. Ale to nie znaczy, że kiedykolwiek wrócę”.
Zrozumiał.
Po raz pierwszy nie czuł się mały z powodu jej krzesła.
Ale z powodu swoich wyborów.
Marina została w biurze po jego wyjściu.
Spojrzała przez duże okno na miasto.
Nie była już dziewczyną błagającą o wsparcie.
Była kobietą, która zbudowała swoją własną przyszłość.
I nikt, nigdy więcej nie nazwie jej ciężarem.