Ochroniarz natychmiast ruszył. Spokojnie, ale stanowczo nacisnął przycisk stop w windzie i szeroko otworzył drzwi.
„Proszę panią wysiąść” – powiedział, nie podnosząc głosu.
Kobieta w garniturze zamrugała z niedowierzaniem. Nie była przyzwyczajona do takiego sposobu mówienia. Przywykła do wydawania poleceń, do bycia posłuszną, do wchodzenia pierwszą i do tego, żeby ktoś przygotował jej miejsce.
„Wiesz, kim jestem?” – wyrzuciła z siebie. „Mam spotkanie na dziesiątym piętrze! Tracę tysiące lei na minutę!”
Właściciel budynku powoli podszedł. Mężczyzna po pięćdziesiątce, ubrany skromnie, bez ostentacji. Jego głos był niski, ale ostry.