Ruszaj się, bo ja ruszam tobą

„Wiem dokładnie, kim pani jest” – powiedział. „I wiem, co pani zrobiła”.

W korytarzu zapadła cisza. Słychać było jedynie urywany oddech kobiety i stłumione szlochy staruszki, która wciąż próbowała sięgnąć po laskę.

Mężczyzna schylił się, podniósł laskę z podłogi i ostrożnie podał ją babci. Pomógł jej wstać, jakby była jego własną matką.

„Chodź, pani Eleno” – powiedział delikatnie. „Weź mnie za ramię”.

Jej imię uniosło się w powietrzu niczym cios. Kobieta w garniturze zamarła.

„Elena?” – wyszeptał ktoś z korytarza.

Dyrektorka cofnęła się o krok. Jej twarz zbladła.

„Nie… to niemożliwe” – mruknęła.

Właścicielka zwróciła się do niej.

„Może. Pani Elena Ionescu. Kobieta, która trzydzieści lat temu zaczynała od straganu na targu i zbudowała pierwszą firmę, która stała się podstawą tej grupy”.

Ludzie w holu zaczęli szemrać. Niektórzy wyjęli telefony. Inni zakryli usta dłońmi.