Do dnia, w którym Oleg powiedział zirytowany:
— Jeśli ci się nie podoba, możesz odejść. W każdym razie zachowujesz się w tym domu jak obcy.
To słowo.
Obcy.
Po piętnastu latach płacenia rat, rachunków, wakacji, zabiegów, przedszkoli i remontów.
Obcy.
Wtedy coś w niej na dobre zagościło.
— Masz rację — powiedziała spokojnie.
Oleg uniósł brwi.
— Jakie prawo?
— Jestem obcy. Bo w rodzinie nie jesteś portfelem. Nie jesteś sponsorem. Nie jesteś osobistym bankiem.
Zaśmiał się krótko.
— Znowu się wygłupiasz.
Tamara poszła do sypialni. Wzięła teczkę. Położyła ją na stole.
— Oto papiery rozwodowe. Dom jest mój. Samochód jest na nazwisko salonu. Wspólne konta są zamknięte. Od teraz wszyscy utrzymują się sami.
Oleg zamarł.