Tamara poczuła pustkę w żołądku.
Nie poszła do kuchni.
Po cichu odłożyła torby i wyszła. Zeszła po schodach, nie czując stopni.
W samochodzie siedziała przez kilka minut wpatrując się w przestrzeń.
Nie płakała.
Po prostu zrozumiała.
Tego wieczoru nic nie powiedziała. Nadal przesyłała pieniądze jeszcze przez jakiś czas. Nie z naiwności. Ale dlatego, że potrzebowała czasu.
Czasu, żeby się zebrać.
Czasu, żeby to wszystko uporządkować.
Otworzyła osobne konto. Przeniosła oszczędności z salonu. Porozmawiała z prawnikiem. Sprawdziła akty własności domu – był na jej nazwisko, kupiony przed ślubem.
I czekała.