…Ciepły, swobodny śmiech. Wcale nie przypominał odgłosów domu, w którym ktoś choruje.
Tamara zatrzymała się w korytarzu, nie wydając żadnego dźwięku.
— Dobrze, że Oleg umie to ująć — powiedziała Walentyna, śmiejąc się. — Skoro ten frajer ma pieniądze, to czemu nie miałby ich wykorzystać? Co, jest na tyle głupia, żeby nas trzymać?
Rozległ się chichot.
— Daj spokój, mamo — powiedział Oleg. — Ona myśli, że robi to wszystko z miłości. Jeśli powiem jej o kolejnym twoim „kryzysie”, wyśle jeszcze kilka tysięcy lei. Ważne, żeby nie wpadała na żadne pomysły.