Jordan podał kobiecie kartę podarunkową: — Kiedy będziecie chcieli śniadanie, przyjdźcie. To zaproszenie ode mnie.
Ona mrugnęła oczami pełnymi łez: — Dziękuję, panie Ellis. Nie ma pan pojęcia, co to dla mnie znaczy.
— Myślę, że mniej więcej wiem — odpowiedział.
Jordan wyszedł na mroźne powietrze z poczuciem lekkości. Wiedział, że przywrócenie właściwej atmosfery wymaga wysiłku, ale miał pewność: Ellis Eats znów stanie się miejscem, gdzie ludzie czują się mile widziani. Nie przez sprytny marketing, lecz dzięki zwykłej życzliwości.