Głos tego człowieka, ton, barwa…

Alex czuł, jak coś rozdziera go od środka.

Chciał coś powiedzieć, ale słowa nie przychodziły.

Usiadł obok mężczyzny.

Przechodzień zatrzymał się na chwilę, zdziwiony, że dobrze ubrany mężczyzna siedzi na ławce obok bezdomnego.

Potem poszedł dalej.

— Jak się pan nazywa? — spytał Alex, patrząc na palce mężczyzny, które, choć spękane od zimna, wciąż zachowywały elegancję ruchu.

— Gabriel.

Gabriel Martinez.

Alex sobie przypomniał.

Tak, dokładnie tak nazywał się lekarz ze szpitala.

Widział go tylko raz, bo zaraz po operacji został przeniesiony.

Ale tego imienia nigdy nie wymazał z serca.

Uratował mu życie.

— Panie Martinez… nie mogę pana tu zostawić.

Proszę pójść ze mną.

Przynajmniej coś pan zje, ogrzeje się.

Wiem, że to niewiele, ale…