Alex zesztywniał. Głos tego człowieka, ton, barwa… to nie mogło być zwykłym przypadkiem.
Serce waliło mu w piersi. Pochylił się lekko i spojrzał uważniej.

Za twarzą pooraną przez czas i cierpienie, za oczami zaczerwienionymi od chłodu i lat samotności, Alex odnalazł spojrzenie, którego nigdy nie mógł zapomnieć.
— Pan… — wyszeptał drżącym głosem. — Był pan chirurgiem, prawda?
Mężczyzna drgnął, unosząc brwi.
Na jego ustach pojawił się gorzki uśmiech.
— Zauważyłeś dłonie… — mruknął. — Tak… byłem.