Głos tego człowieka, ton, barwa…
Teraz jestem tylko cieniem.
— Operował mnie pan.
Dziesięć lat temu.
Pęknięta śledziona, wypadek samochodowy.
Pan mnie uratował.
Byłem umierający, powiedziano mi, że bez pańskiej interwencji nie przeżyłbym…
Spojrzenie mężczyzny się rozjaśniło, jakby mgła opadła z jego umysłu.
Oczy mu zwilgotniały.
— Twoje imię… Alex? — powiedział prawie szeptem.
Alex skinął głową.
Obaj milczeli.
Przez chwilę zimno zniknęło, miasto ucichło, a świat skurczył się tylko do tej ławki, między dwoma duszami związanymi niewidzialną nicią przeznaczenia.
— Dlaczego pan tu jest? — spytał Alex z łagodnością, która zaskoczyła nawet jego samego.
— Długa historia… — odpowiedział mężczyzna, opierając się mocniej o oparcie ławki.
— Po mojej żonie… po tym, jak ją straciłem… nie mogłem już dalej.