Bez wahania kierowca ciężarówki wyciągnął z lodowatej wody topiącą się
Jej wataha poszła za nią, a żółte oczy jeszcze raz błysnęły, zanim pochłonęła je leśna ciemność.
Mężczyzna nie wiedział, co o tym myśleć.
Może to tylko jego wyobraźnia, ale coś podpowiadało mu, że wilki nie zapominają tego, co się dla nich zrobiło.
Od tamtej nocy minęły dni, a życie kierowcy wróciło do zwykłego rytmu.
Znów przemierzał drogi, przewożąc ładunki przez kraj.
Czasem przypominała mu się tamta wilczyca, ciało szarpiące się pod lodem i żółte oczy patrzące na niego z krawędzi lasu.
Ale życie toczyło się dalej, a wspomnienia powoli blakły.
Aż do dnia, kiedy jadąc krętą, górską drogą, poczuł dziwne przeczucie.
Coś kazało mu zwolnić.
Coś było nie tak.
Pod śniegiem mógł kryć się śliski lód, może ślady po lawinie.
Posłuchał wewnętrznego ostrzeżenia i pojechał wolniej.
Zaledwie kilka minut później dotarł do ostrego zakrętu – a tam, na środku drogi, leżało ogromne powalone drzewo.
Gdyby jechał w swoim zwykłym tempie, na pewno by w nie uderzył.
Serce biło mu jak szalone, gdy zaparkował i wysiadł z kabiny, by przyjrzeć się przeszkodzie.