Bez wahania kierowca ciężarówki wyciągnął z lodowatej wody topiącą się

Wtedy z lasu dobiegł go cichy szelest.

Początkowo myślał, że to tylko wiatr igra z gałęziami, ale wtedy ich zobaczył.

Między drzewami, za ośnieżonymi krzakami, mignęły żółte oczy.

Wilki.

Kilka z watahy było tam, patrząc na niego w ciszy.

Kierowca z dreszczem otulił się szczelniej kurtką.

– A więc tu jesteście… – mruknął do siebie.

Jakby go zrozumiały, jeden z wilków ruszył w jego stronę.

Nie groźnie, nie atakując – po prostu spokojnie, powoli.

Zatrzymał się przy drzewie i przez chwilę patrzył kierowcy prosto w oczy.

Mężczyźnie wydawało się, jakby wilk mówił: „Ostrzegliśmy cię.”

Wtedy zrozumiał.

To nie jego instynkt podpowiedział mu, by zwolnić.

To wilki.

To one uratowały mu życie.

Wilk cicho warknął, po czym odwrócił się i zniknął w gęstwinie lasu.