Călin spuścił wzrok.
— Zmarł w zeszłym roku. Rak. Zostałam z nimi sama.
Słowo „rak” zawisło w powietrzu. Laura rozejrzała się. Zauważyła rzeczy, których nigdy by nie zobaczyła: na wpół puste słoiki po jedzeniu, prawie pełną torbę na pieluchy, rachunek za media na stole.
— Czemu nic nie powiedziałeś? — zapytała.
— Bo nigdy nie prosiłeś mnie, żebym to powiedział — odpowiedział spokojnie —. I bo bałam się stracić pracę.
Laura poczuła gulę w gardle. W jej świecie strach był chwilową modą. Tutaj stał się codziennością.
— Nagłe wypadki… — mruknęła.