Znalazłem ją pogrzebaną na głębokości sześciu metrów, trzymającą misi
Węszył ostre krawędzie połamanych betonowych bloków, jego ogon był sztywny.
Minął część, która kiedyś była blokiem sypialni. Tam nic.
Ruszył do centrum, gdzie szyb windy zawalił się do środka.
Nagle zatrzymał się. Nie szczekał. Szczekanie może odbijać się echem i zakłócać sensory akustyczne.
Zamarł, sztywny jak deska, i wydał niski, ostry skowyt, drapiąc łapą konkretne miejsce na szarej płycie betonowej.
— Mamy sygnał! — krzyknąłem do radia, mój głos nieco się załamał.
— Sektor 4, potrzebuję czujników nasłuchowych i rozpieraków, natychmiast! Możliwa żywa osoba!
Zespół ruszył. To był piękny, chaotyczny balet. Rozstawiliśmy czujniki sejsmiczne.
— Cisza na stercie! — ryknął Henderson. Jego głos niósł władzę.
Ciężkie maszyny ucichły. Generatory wyłączono.
Pięćdziesiąt dorosłych mężczyzn i kobiet stało nieruchomo w ciemności, oświetlonych jedynie ostrymi snopami naszych latarek taktycznych.
Wpatrywaliśmy się w monitor urządzenia sejsmicznego. Tup. Tup.